Podobnie jak Wy uwielbiam białe dodatki, a to m.in. dlatego, że pasują do niemalże każdej aranżacji. Czyste, jasne i neutralne. W ich towarzystwie obroni się każda barwa. Ale! Czy rzeczywiście możemy wykorzystać je w dowolnej aranżacji?

Wielokrotnie już, szukając inspiracji dla Was, spotykaliśmy się (ja i koledzy, koleżanki redaktorzy) z zachwycającymi projektami balkonów. Ten temat pojawił się na łamach Wnętrz ze Smakiem nie raz i nie raz także cieszył się Waszym zainteresowaniem (jeśli nie czytaliście naszych wpisów, to możecie znaleźć je TUTAJ). Przestronny balkon w białych tonacjach na tle lazurowego morza, urokliwy stolik żeliwny z dostawionymi do niego krzesełkami – czas się tam zatrzymał: ktoś chwilę przed naciśnięciem spustu migawki przerwał posiłek, na blacie stoi kubek parującej kawy i talerzyk z nadgryzionym croissantem. Sceneria paryskich dachów.

Nie uciekajmy myślami jednak zbyt daleko. (Proszę zostawić tego croissanta! Właściciel na pewno jeszcze się po niego zgłosi!). Pora skonfrontować to z twardą rzeczywistością. BIEL!

Hola, hola! Coś tu nie gra!

Możemy zaobserwować jedną mocną tendencję. Biel wysuwa się na przód, gdy przychodzi do wyboru dodatków na balkon. Co prawda efekt końcowy nie jest wyłącznie zasługą barwy. Ostatecznie to dobra kombinacja mebli, innego wyposażenia (mam na myśli formę), przemyślana i poustawiana. Dzięki niej balkon jest funkcjonalny i atrakcyjny wizualnie. Praktyczna strona mojej natury śmiała wyrwać mnie z pierwotnego, błogiego zachwytu i zmusiła do postawienia istotnego pytania: „Jak długo biel pozostanie biała?”.

Praktyczna?

Po pierwsze, co budzi moją wątpliwość? Kurz. Weźmy poprawkę na to, że w dobie wszechobecnej motoryzacji i postępującej industrializacji powietrze jest wypełnione zanieczyszczeniami. Te oczywiście chętnie osiadają na białych poduszkach, donicach itd. W efekcie nasze dodatki brudzą się, szarzeją i cały czar naszego kącika znika. Już nie tak przyjemnie siadać na zewnątrz.

Kolejna kwestia – warunki atmosferyczne. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, a tegoroczne lato doskonale pokazuje kaprysy Matki Natury. Dziś 30 st. Celsjusza, jutro burza i ulewny deszcz. Mało kto czuwa przez całą dobę w mieszkaniu, czekając na sposobność, by wykazać się szybkością reakcji i tempem zbierania wszystkich kocyków, osłaniania stolików czy półek. Niespodziewana nawałnica może zaskoczyć podczas naszej nieobecności (praca, zakupy).

Z drugiej strony, białe akcesoria są niejednokrotnie dużo tańsze od kolorowych zarówno w detalu, jak i w utrzymaniu. Wystarczy skojarzyć dwa przykłady: cenę fabr do wnętrz (pięciolitrowe wiaderko białej emaliowej kosztuje tyle samo co małe opakowanie kolorowej) czy… proszków do prania. Samo czyszczenie też nie nastręcza wielu trudności – nie musimy bać się, że źle dobrany detergent usunie kolor z tkaniny, nie ma również obawy o zafarbowanie innych ubrań i tekstyliów.

I to, o czym była już mowa – uniwersalność bieli. Barwa ta komponuje się ze wszystkim. Duża wygoda i łatwość dla kogoś, kto ma mniejsze pojęcie o urządzaniu wnętrz.

Werdykt

Ława przysięgłych nie jest jednomyślna, Wysoki Sądzie. Biały balkon ma swoje wady i zalety. Jeśli nie należycie do osób, które nie widzą problemu w ciągłym praniu i czyszczeniu zabrudzonej powierzchni (tudzież do tych, którym aż tak bardzo nie przeszkadza trochę zakurzona szafka balkonowa), to nie powinniście rezygnować z bieli.

Tym z Was, którzy marzą o jasnej oazie na świeżym powietrzu, ale obawiającym się brudu, radzę spotkać się w połowie drogi i wybrać inną paletę. Beże i pastele powinny zaspokoić Wasze potrzeby. Lepiej maskują brud (nie odznacza się na ich powierzchni tak bardzo).

A co ze mną? No cóż, mam zawsze za mało białego do prania, więc kilka dodatkowych poszewek i koców ułatwiłoby mi egzekucję obowiązków domowych. Gdy ponownie będę urządzać balkon, rozważę opcję wykorzystania akcesoriów w tej barwie.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zgodzicie się czy nie?