Jeśli chcielibyście zmienić coś w Waszym mieszkaniu, jednak nie macie pomysłu, jak się do tego zabrać, bez konieczności inwestowania góry pieniędzy i generalnego remontu – przeczytajcie dzisiejszy artykuł!

Nikt nie jest niezmienny. Zmienią się też nasze gusta, więc to, co podobało nam się 10 lat temu, niekoniecznie podoba nam się teraz. Zresztą muszę przyznać, że czasami zastanawiam się, co podobało mi się w danej rzeczy jeszcze rok temu… Nic więc dziwnego, że również wystrój wnętrz z czasem przestaje sprawiać nam przyjemność i zaczynamy myśleć o tym, co by tu zmienić.  Mało kto jednak za każdym razem, gdy najdzie go ochota na coś nowego, posiada fundusze, by od razu przeprowadzić remont, czy zmienić styl swojego mieszkania. Mimo wszystko czasem wystarczy naprawdę niewiele, by wydobyć ukryte piękno mebli, czy pomieszczeń, które dopiero co spisaliśmy na straty. Dziś mam dla Was taką właśnie niezbyt kosztowną kuchenną metamorfozę.

Magia prostych rozwiązań

Właścicielce domu, w którym mieści się owa kuchnia z niemal od początku kupna domu, nie podobały się kuchenne szafki – bardzo trudno było je doczyścić a ich specyficzny kolor powodował, że pomieszczenie to wydawało się ciemne i nieprzyjemne. Niestety małżeństwa nie stać było na nowe meble, taki zakup znacznie przekraczały ich dostępny budżet, a dom potrzebował w tym czasie wiele innych, o wiele bardziej naglących poprawek. Właśnie wtedy wpadli oni na pomysł, by pomalować stare szafki na innych, o wiele modniejszy kolor, który jednocześnie ożywiłby kuchnię. I choć sam proces nie należał do najłatwiejszych i wymagał wiele pracy i poświęconego mu czasu, to efekty są warte zachodu. Najtrudniejszym etapem nie było samo malowanie szafek a demontowanie starych elementów konstrukcyjnych mebli (zawiasów, śrub etc.), które były tam od lat 60. W dodatku współczesne wymiary takich elementów znacznie różnią się z tymi sprzed ponad 50 lat, co wiązało się z dodatkowymi trudnościami.

Przebieg metamorfozy

Pierwszym etapem metamorfozy było właśnie usunięcie starych elementów konstrukcyjnych. Niestety nie obyło się bez poukręcanych śrub i wyrywaniu paru na siłę. Kolejnym krokiem było wyczyszczenie szafek i drzwiczek wybielaczem i usunięcie wszelkich pozostałości. Następnie należało przetrzeć wszystko dokładnie choć delikatnie papierem ściernym. Potem wypełniono wszelkie dziury (po śrubach i zawiasach etc.) szpachlą do drewna, a gdy wyschła – wygładzenie wypełnienia papierem ściernym. Kolejny etap to zamontowanie nowych elementów konstrukcyjnych, które (tak, jak wspomniałam wcześniej) ze względu na odmienne rozmiary wymagały ponownego wymierzenia w szafkach. Podobny problem małżeństwo napotkało montując rączki od drzwiczek, które okazały się dłuższe od starych, również obecne zawiasy montuje się inaczej. Na szczęście para zamontowała  wymierzyła wszystko przed samym malowaniem, nie trzeba było więc wiercić nowych dziur w już odnowionych szafkach o drzwiczkach. Następny krok był o wiele przyjemniejszy – nakładanie podkładu i samo malowanie mebli. Ostatnim elementem było zawieszenie drzwiczek.

I gotowe!

A jeśli szukacie białych szafek…

Prawda, że kuchnia „po” prezentuje się znacznie lepiej niż w starej szacie kolorystycznej?;)